Do romansów nie pałam miłością, ale znoszę. Fantastyka zaś zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Kombinacja wydawałoby się bardzo intrygująca. Ale czy tak faktycznie jest? Zapraszam was na zapoznanie się z moją opinią na temat książki Agaty Suchockiej "Woła mnie ciemność".
Nie wierzę, że nie istnieje osoba, która choć raz nie myślałaby jak to jest być nieśmiertelnym, jak to jest nie podlegać czasowi.
Wyobraź sobie, że dorastasz niemal pewien swojego losu. Majątek rodziny pozwala Ci spać spokojnie i nie martwić się o przyszłość. Wyruszasz w podróż do Europy, by zdobyć wykształcenie i zaznać innego życia. W międzyczasie jednak wojna niszczy wszystko, co jest Ci drogie. Trawi fortunę i najbliższe osoby. Orientujesz się, że nie masz już nikogo. Lądujesz u kobiety, która jest Twoją ciotką i choć tak naprawdę jej nie znasz, cieszysz się, że masz dach nad głową. Jesteś zrozpaczony swoją sytuacją i nie wiesz co dalej począć. Przecież teraz może być już tylko gorzej, prawda? Oprócz gry na fortepianie i pijaństwem nie widzisz dla siebie innego zajęcia.

Spotykacie się, czujesz się w jego towarzystwie niezwykle dobrze. Młodzieniec przedstawia Ci również swojego mecenasa, dzięki któremu zawdzięcza otaczający was majątek. Wpadasz w niesamowite towarzystwo, świat bogaczy, intryg, zakazanej miłości, zatracając się bez pamięci. Uświadamiasz sobie jednak, że jesteś zdany na łaskę tajemniczego lorda, o którym nie wiesz niemal nic... do czasu. Przeglądając notatki swojej babki natrafiasz na coś, co mrozi Ci krew. Mecenas, który ma Cię pod swoją opieką... był jej miłością! Tyle pytań zaczyna się kłębić w Twojej głowie... Czy to w ogóle możliwe?
Spętany gorącym uczuciem, tajemnicą i strachem, będziesz musiał wieść swoje życie u boku tajemniczego mężczyzny, bo podarował Ci coś cenniejszego niż największe skarby świata. Jednak to błogosławieństwo, czy przekleństwo?